Nie pragnę od życia nic więcej.
Wszystko już mam.
Dziękuję Ci Boże za to.
Dałeś mi wszystko czego pragnęłam,
Nie zawsze godząc się na to.
Teraz już mam wszystko.
Dziękuję Ci za to.
Nie wiedząc w prawdzie, czy zasługuję, czy też nie na to.
Ale… doceniam i czuję wdzięczność ogromną, aż płaczę z radości.
Widać, taka wola Twoja
Chociaż jej nie rozumiem,
Bo sama sobie bym tego nie dała.
Dziękuję
Dziękuję
Dziękuję
Lubię pisać. Nazywam to wierszami i nie interesuje mnie czy faktycznie nimi są. Czasem po prostu słowa wylewają się na papier w zupełnie nieoczekiwanych momentach, bez wcześniejszego zamiaru. Dzieje się to zazwyczaj w chwilach, kiedy jakaś emocja, refleksja wypełnia mnie bezgranicznie. Czasem, to czego doświadczam jest bolesne, a pisanie pomaga uzewnętrznić, co właśnie dzieje się ze mną, w momencie, kiedy się to dzieje, a czego nie mogę często racjonalnie określić czy nazwać. Jako osoba medytująca i zajmująca się uważnością, zdaję sobie sprawę z naprzemiennej natury ujawniania się chwil określanych przez nas jako lepsze lub gorsze. Świadomość, że czas, gdy czuję smutek czy lęk, minie i że one nie zostaną ze mną na zawsze jest optymistyczna, dużo mniej, świadomość upływu tych pięknych chwil, których chcielibyśmy mieć w życiu jak najwięcej. Jednak skoro wiem, że ich kres nadejdzie, trochę eksperymentuję z tym wszystkim, co dzieje się ze mną. Zwracam uwagę na ciało – co czuję, gdzie i jak to czuję, jaki jest mój oddech, jakie myśli ujawnia ten stan, czy jest mi to znane, gdzie to wszystko może mnie zaprowadzić, do jakich działań. Tylko obserwuję, nie interpretuję, nie szukam wyjaśnień ani winowajców. Po prostu oglądam jakie jest to, czego doświadczam, nic z tym nie robiąc. Nie ignoruję, nie zaprzeczam, nie lgnę. Jak przyjdzie chęć pisania poddaję się jej i piszę. Tylko w ten sposób jestem w stanie zatrzymać to przemijające uczucie, specyficzny stan, czasem tak rzadko pojawiający się, a czasem dobrze znany. Pozwala mi to oswajać negatywne stany mojego umysłu, zobaczyć je z bliska bez obaw, że zajmowanie się nimi przedłuży ich bytność. To coś w rodzaju intymnego wglądu, eksplorowanie coraz głębszych warstw „znaleziska”.
Przedstawiony wiersz powstał pewnego letniego dnia, gdy uświadomiłam sobie, jak wiele szczęśliwych zbiegów okoliczności i dobra spotkało mnie w życiu. Moje serce wypełniła ogromna wdzięczność do wszechświata, do Boga, do ludzi, która rozpierała pierś niemalże do bólu. Grochy łez niewyrażonej radości spływały po moich policzkach. Odczułam chęć pisania i tak narodził się wiersz zaprezentowany powyżej, zatytułowany „Modlitwa dziękczynna”. Dzięki niemu odkryłam, co jeszcze ujawniło moje doświadczenie, a był nim aspekt niezasługiwania, które to przekonanie często zabija w nas zaufanie do siebie, wiarę w nasze możliwości i odwagę kroczenia przez świat z podniesioną głową. Tym razem jednak postanowiłam być dla siebie życzliwa i pozwoliłam odczuwać radość w pełni.
JOANNA FRYCHEL-IMIOLCZYK